Happylife coaching
żyj szczęśliwie

“Ćwiczenia fizyczne są bardzo ważne: wydłużają życie i polepszają jego jakość, zapobiegają wielu chorobom…” – tak, tak, to wszystko prawda. Gdyby jednak sama tego świadomość zawsze wystarczyła do tego, żeby zmotywować się do ruchu… Zbyt piękne by było prawdziwe 😉
Regularna aktywność fizyczna nie jest może najłatwiejszą rzeczą do osiągnięcia, ale jak już się zacznie, przetrwa się trudny początek i złapie rytm – ruch potrafi się zamienić w pozytywne uzależnienie.
No ale zanim to nastąpi, trzeba najpierw zacząć i wytrwać.

Dziś nie wyobrażam sobie życia bez sportu. Tydzień bez pójścia na fitness, bez jazdy na rowerze lub krótkiego biegu jest dla mnie „wybrakowanym” tygodniem. A co pomogło mi zacząć? Przyznam szczerze – nuda. Pamiętam jak dziś te wakacje 12 lat temu, kiedy nie miałam żadnych planów. Wizja nic nie robienia była dla mnie mało atrakcyjna więc wykupiłam sobie karnet open do klubu fitness. Były to czasy, kiedy klubów fitness nie było tak dużo jak dziś.  No i jeszcze żeby klub był otwarty w okresie wakacyjnym… Znalazłam jednak jedno takie centrum sportowe  20 min drogi samochodem od domu i dojeżdżałam do niego 4 razy w tygodniu. Po wyjściu z zajęć czułam się rewelacyjnie, a kiedy zaczęłam dostrzegać mięśnie na brzuchu nie było mocy, która mogła mnie oderwać od regularnych ćwiczeń 🙂 Tak się zaczęło i trwa aż do dziś. Moja sytuacja rodzinna i zawodowa nieco zmieniła się przez te wszystkie lata-  z czterech wizyt w klubie fitness tygodniowo zrobiły się dwie;) Staram się natomiast wplatać na co dzień aktywność fizyczną w innej formie.

Co mi pomaga?
Przede wszystkim fakt, ze aktywność fizyczna jest już moim nawykiem. Często nie myślę, czy mi się chce, czy nie, tylko ubieram się i wychodzę (o tym jak skutecznie wprowadzać nowe nawyki napiszę w jednym z  kolejnych newsletterów).
Są jednak dni, kiedy moja motywacja nieco spada. Zaczynam wtedy rozmyślać jak bardzo nie chce mi się ćwiczyć, jak bardzo jestem zmęczona, niewyspana… Zaczynam tworzyć sobie w głowie listę pożytecznych rzeczy, które mogłabym w tym czasie zrobić (gdy jednak decyduję się zostać w domu najczęściej nic z tych pożytecznych rzeczy nie robię, a jedynie co chwilę otwieram lodówkę zastanawiając się co by tu zjeść;)). Staram się więc jak najrzadziej ulegać pokusie zostania w domu i:

–  kiedy zaczyna kiełkować mi w głowie myśl o wymówkach, odsuwam ją od siebie i zastępuję wizją tego, jak zrelaksowana i jednocześnie pełna energii czuję się po sporcie. Nie ma to jak uwalniające się w czasie sportu endorfiny 🙂

–  wymyślam sobie nagrodę, prezent, jaki zrobię sobie po treningu. Kąpiel ze świeczkami, kupno ulubionego magazynu, wyjście do kina, chwila spokoju z książką…

–  jeśli bardzo nie chce mi się np. biegać danego dnia, staram się chociaż 15 min poćwiczyć w domu, albo wejść po schodach zamiast wjechać windą (mieszkam na 9tym piętrze;) ) Lepsze coś niż nic!

A co z pozostałymi członkami mojej rodziny? Od czasu do czasu udaje mi się nawet tych najbardziej opornych zaciągnąć na siłownię. Uwierzcie mi, Wasza motywacja i konsekwencja prędzej, czy później jest w stanie zarazić też innych 🙂
Życzę Wam wielu miłych sportowych wrażeń!